Żeby tak baba z babą?

Zanim się zdecydujesz, dużo czytaj o coming outach innych, żeby nie popełnić tych błędów, które inni popełnili przed tobą


Sierpień 1995. Mama zastała nas w łóżku. Spałyśmy. Miała być wolna chata na weekend, a mama weszła do mojego pokoju o 6 rano w sobotę pochwalić się grzybami. Zrobiła się niezła awantura. Od razu wiedziała, o co chodzi. Matki wiedzą takie rzeczy.

Miałam 22 lata. Gdyby nie wpadka, trudniej byłoby mi się zebrać i powiedzieć rodzicom. Są prostymi ludźmi, którzy wyobrażali sobie, że zatańczą na weselu ukochanej córki.

Zaczęła się wzmocniona kontrola: "Dokąd to? A dlaczego tak ubrana?". Tata mówił, że mnie wydziedziczy. Ja - że mi nie zależy. Tata pytał: "Chcesz być taka jak oni?". Ale jacy oni? Dla moich rodziców homoseksualiści to byli zboczeńcy zarażeni HIV.

To był pierwszy coming out. Potem poszłyśmy z Ygą do programu Ewy Drzyzgi o homoseksualizmie. Po nagraniu, a przed emisją dostałam pracę w wiejskiej szkole jako pedagog. Gdybym najpierw dostała tę pracę, nie wystąpiłabym w programie, bałabym się, że mnie wyrzucą. Ale zaczęłam pracować, miałam sukcesy. Dowiedziałam się jednak, że szkoła nie przedłużyła mi umowy. Podobno dyrektor opowiadał, że wyrzucił mnie za pedofilię. Jak on mógł?! Przecież jak wyrzucił mnie za pedofilię, to nie dopełnił obowiązku zgłoszenia przestępstwa!

To wyrzucenie przypłaciłam depresją, nie ruszałam się z łóżka. Poszłam na terapię.

Inaczej było z sąsiadami. Nigdy nie miałyśmy problemu. Najpierw mieszkałyśmy w Wołominie pod Warszawą. Traktowali nas jak "przyzwoite lesbijki", a nie "jakieś tam homoseksualistki". "Swoje", miejscowe. Teraz mieszkamy na warszawskim Mokotowie. Jak idę do cukierni, to mówię, że te ciasteczka to dla żony. Jakiemuś panu się spodobało: "O, jak fajnie!". Ja mu na to, że żyć z kobietą to najpiękniejsza rzecz na świecie. On, że coś o tym wie - i chichocze.

Ludzie są spostrzegawczy. I tak zauważą, nie ma co się kryć. Tylko jeden pan nie mówi nam dzień dobry, bo "żeby tak baba z babą?".

Ale wspólnota mieszkaniowa wybrała mnie na szefową zarządu. Sąsiadka mnie zgłosiła. Widocznie nawet w naszym budynku, gdzie średnia wieku jest dość wysoka, nie ma znaczenia, że jestem lesbijką.

Miejscowi menele? Super! Witamy się, pomagali nam przy remoncie, bo cztery miesiące remontowałyśmy poddasze i czasem trzeba było coś wnieść. Do tej pory, odpukać, nie spotkała mnie tutaj krzywda. Dzieci sąsiadów opiekują się naszymi kotami i psem. My, jak potrzeba, zajmujemy się dziećmi.

Wszystko dobrze się skończyło, mordkę mam uśmiechniętą. Prowadzę fundację, która wydaje książki. W domu moich ukochanych rodziców pod choinką zaczęły się pojawiać prezenty dla mnie i dla Ygi. A Yga lepiej się dogaduje z moim tatą niż ja. Wybieramy się na komunię do rodziny, która kiedyś nie zaprosiła Ygi na wesele.

90-letni staruszek, który ma tylko cztery klasy podstawówki, na zjeździe rodziny Ygi cztery razy pyta mnie: "Kim ta pani jest dla pani?". Odpowiadam, że przyjaciółką, wyjaśniam, że czasem się kobieta zakochuje w mężczyźnie, a czasem w kobiecie...

I on w końcu zadał mi najpiękniejsze pytanie: "Ile lat żyjecie o wspólnej lodówce?".

Już 13.

*Anna Zawadzka - 35-letnia pedagożka i prezeska fundacji "Anka Zet Studio

Za:
http://wyborcza.pl:80/1,75478,5267445,Zeby_tak_baba_z_baba_.html


Coming out
  Autorki   Fragmenty   Kalendarium   Partnerzy   Dla prasy   
© anka zet studio         e-mail: wydawnictwo@ankazet.com         hosting: Kobiety Kobietom

Kup książkę!